Z kim tak naprawdę chodzimy do łóżka? VOL. 2

Tylko nie zapomnij o tych kolesiach, którzy też są kurwami. Ja nie jestem kurwą, ja po prostu korzystam z możliwości jebania. Jeżeli ja jestem kurwą to ci kolesie też są kurwami i nie zapomnij o tym napisać w drugim poście. Nikt się nie pucuje, a wszyscy i tak się jebią… – tymi słowami skomentowała czytając tekstu poprzedniego początek moja przyjaciółka. Po chwili dodała można się jebać bez uczuć – patrzyła mi w oczy i chyba sama sobie w to nie wierzyła. Po kilku minutach dodała ja życie łóżkowe dzielę z uczuciami, nikłymi uczuciami.

Dziewięćdziesiąt dziewięć procent ludzi nie odpuszcza, bo się boją, bo im się nie chce, bo są przyzwyczajeni, bo są za wygodni, za bardzo przyzwyczajeni do stanu aktualnego. Nie wierzą, że może być lepiej tylko dzięki nim… Ale uczucia to uczucia. Powiedziała Aldona, tak prosiła bym ją nazwał w tym tekście. I tu miała racje, czemu nie rozstajemy się skoro jest źle, czemu wciąż wracamy? Bo łączy nas miłość, a może ona ma racje i to nie jest często miłość, a po prostu zwykłe przyzwyczajenie? Hmmm no jak z tym bywa tego nie wiem, bo ja wciąż uważam, że jeżeli wciąż z kimś chcemy być to jednak jest to miłość. Czasami trzeba spasować, odpuścić, jeżeli kochamy, ale to temat na inny post, bo o kim innym… Zadała mi jeszcze jedno pytanie chyba nazbyt celne a ty wiedziałeś zawsze z kim spałeś? Racja muszę to przyznać zdarzało mi się nie wiedzieć, ale były przypadki w sumie było ich bardzo mało, że naprawdę wiedziałem z kim to robię, i nie zmieniało się to po miesiącu, czy też trzech znajomości. Mogłem być pewny, że sypiam z dziewczyną kruchą jak porcelana, która była zniszczona psychicznie przez jakiegoś skurwiela, a ja ją ratowałem swoją szczerością, opiekuńczością i pożądaniem, bo dla mnie była bliska ideału, innym razem byłem pewien, że sypiam z dziewczyną, której byłem kolejną ofiarą, bo w końcu girls just wanna have fun, albo też potrafiłem iść do łóżka z kimś kto był na tyle zdesperowany, że ja byłem jej ideałem, a ona moim nie była nawet niczym do szczęścia potrzebnym, jednak potrafiłem być zawsze kochankiem, przyjacielem i facetem takim z zasadami… jeżeli tego akurat chciałem, a przecież bywało, że nie chciałem. Wolałem zakończyć wszystko na seksie, seksie i romansie, i tak jeżeli nie pragnąłem być w związku zawsze się stawało, o ile nie zakochiwało się jedno z nas dwóch, albo oboje, ale to tylko zdarzyło się raz. Wychodzi więc na to, że każdy z nas jest chujem, chociaż raz w życiu. Ja byłem skurwielem kilka razy, karma wróciła. Dlatego radzę każdemu tak samo przestać być chujem bez względu na płeć. Mam nadzieje, że karma do każdego wróci. A myślisz, że ja jaką karmę dostanę? – Wtrąciła mi Aldona. Każdy z nas dostaje taką karmę i zapłatę za swoje czyny, na jaką zasłużył. Książkowe, ale prawdziwe. Nie chciałem jej martwić, dlatego odpowiedziałem jej krótko Pedigree. Miało być śmiesznie, zaśmiała się.

A ja teraz kilka dni później potrafię zadać sobie pytanie, czy aby ja zawsze chciałem poznać tą drugą osobę? I tu mogę być pewny swego, mnie ludzie fascynują, kocham ich poznawać, ale czy wy aby na pewno znaliście zawsze ludzi z którymi byliście, albo z którymi chociaż sypialiście? Chcieliście ich poznawać? Znać ich przeszłość, zainteresowania, marzenia albo chociażby ulubiony kolor? Niestety chyba nastały bardzo trudne czasy w których ludzie przestali ze sobą rozmawiać już nawet o takich błahostkach. Złapałem się kiedyś  na tym, że nie potrafiłem odpowiedzieć sobie sam na pytanie co kupić dziewczynie z którą się spotykałem, dlatego kupiłem jej wazon. Na chuj jej wazon, ale był piękny, cieszyła się, ale nie wiem z czego bardziej, czy z tego, że o niej pamiętałem, czy z wazonu. Wtedy zauważyłem, że zaczynam za bardzo być egoistą w tym naszym związku, bo wiecie egoistą można być, ale takim nie absolutnym. Ważne byśmy dbali o własne ja, myśleli o swoich potrzebach, ale wciąż patrzyli na innych, którzy chcą dla nas dobrze. Ja nie znałem jej na tyle by wiedzieć co chciałaby dostać w prezencie, a gdy już ją poznawałem zaczęło pojawiać się coraz więcej uczuć. Uczucia, ciężkie słowo prawda? Bo przecież one przynoszą nam i łzy szczęścia i rozpaczy, może dlatego tak się ich boimy? Może właśnie dlatego nie chcemy poznawać ludzi których pragniemy? Bo się zakochamy? Bo pokochamy? Bo nie będziemy potrafili odejść? Nasze uczucia zaczynają sprowadzać się do kocham się z tobą pieprzyć w trakcie, albo po lub i obywa się bez tego. Wciąż ten sam strach przed zakochaniem, a może to strach przed tym, że druga osoba tego nie odwzajemni?

Mam pewną koleżanka, dziewczyna po trzydziestce piękna, niczego jej nie brakuje, może poza facetem takim na stałe. Raz po raz się zakochuje, już niby wszystko ma się układać, widzi swoją świetlaną przyszłość do pewnego momentu, wiecie do którego? Aż ten jej kolejny idealny facetem nie powie jej, że ją kocha i chce z nią być. Wtedy nasza blondi, zwija żagle, wypierdala go ze swojego życia i robi z niego ostatniego psychola, bo przecież nie chce się wiązać na stałe… Po czym po dwóch tygodniach, mówi do mnie Boro jak ja chciałabym kogoś mieć na stałe… Ona nie jest jedyna, i wiem to i ja i ty. My też często nie chcemy dawać się poznać, boimy się wciąż odrzucenia, a przecież szczęście potrafi być na wyciągnięcie ręki tak blisko. Nie lepiej zamiast iść z kimś do łóżka i po seksie wręczyć pięć dych lub je odebrać na taksę, zaparzyć kawę (ja wolę herbatę akurat) usiąść i pierdolić o niczym, o swoich problemach, marzeniach i myśleniu o otaczającym nas świecie lub też obejrzeć razem film? Chyba nie lepiej, a czemu bo wtedy może wyjść z tego nieszczęście zwane przywiązaniem lub miłością.  Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile nas omija, uczuć, chwil i niezrealizowanych marzeń, wciąż mówiąc NIE, odrzucając albo po prostu nie słysząc. Nawet mówiąc kocham, możemy w tym słowie nie zawierać żadnych uczuć tak mocno, że osoba do której to mówimy będzie tego świadoma. Sami robimy sobie z życia piekło, utrudniamy je, bojąc się chyba siebie samych, my faceci chowając się po naszą pseudo dumą, a my pod tym swoim mocnym makijażem, który rozmowy wam się przez łzy, ale my też płaczemy, nie potrafiąc być szczęśliwymi, więc witamy w klubie. Poznajmy coś więcej niż anatomie drugiego człowieka, dajmy i jemu szansę, to takie proste. Wysłuchajmy go, jej pozwólmy siebie wysłuchać. Poznajmy się.

Zrób coś dla mnie, świata tym nie naprawię, ale pomyśl teraz o ostatniej osobie, przy której się uśmiechnąłeś lub uśmiechnęłaś, nadal się śmiejesz? Jeżeli tak to wyślij jej lub jemu sms’a z zaproszeniem na zwykłą niezobowiązującą kawę lub wino (które chyba za bardzo zobowiązuje, ale chuj z tym), i staraj się rozmawiać, nawet, jeżeli wasze tematy sprowadzą się do wygranej Trumpa, to może być interesująco, a kto wie może w najgorszym wypadku zastanowicie się po chuj był Wam ten seks, a najlepszym może wśród ulubionych w twoim telefonie pojawi się nowy numer? Nic cię to nie kosztuje, a przecież to takie proste…

[uczucia] Może jakieś są, ale wolałabym, żeby ich nie było… – dodała na koniec moja przyjaciółka. Gdy przeczytałem jej pierwszy akapit, mówiła o uczuciach. Jednak coś przeżyłaś – zapytałem. Chuje, dużo. I jednego impotenta. – Odpowiedziała, a w jej oczach pojawił się smutek.

I tu na koniec znowu pasuje moje ulubione powiedzenie ze starego rosyjskiego filmu, czyli kto nie ryzykuje ten nie pije szampana…

Wasze zdrowie, kończę pisać i otwieram szampana.

5 komentarzy “Z kim tak naprawdę chodzimy do łóżka? VOL. 2”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *