Na co mi te nerwy!?

Tytuł posta miał być trochę inny, ale stwierdziłem, że tym razem odpuszczę sobie trochę tych wulgaryzmów. Może dlatego, że ostatnio jestem tak pozytywny, że i mniej klnę, a może dlatego, że dla ludzi, których dotyczy ten tekst byłby to kolejny wulgaryzm w tej chmarze brzydkich słów, które wpadają im do głowy na myśli o swoich obecnych albo ex… Idzie jesień, a wraz z nią narastają konflikty, kończą się letnie romanse, jednym słowem przesilenie jesienne daje się we znaki. Nie każdemu, bo nie mi, ale stanowię chyba jakiś wyjątek, bo jako jedyny cieszę się z padającego deszczu i długich nocy, ale nie to nie żaden afgański koks, to tylko wielki dystans do wszystkiego i nieprzejmowanie się problemami z którymi zmagają się inni. Gdzie ostatnio nie spojrzę każdy ma problem z tym samym, każdy problem ma albo żeńskie, albo męskie imię, każdy problem dostarcza nam kolejnych problemów… a dlaczego?

Od zarania dziejów ludziom przewraca się w dupach, nie to nie czasy się zmieniły, dla przykładu w starożytności pedofilia była na porządku dziennym, więc i orgie nie stanowiły dla nikogo wielkiego halo. Tak to już w życiu jest, że wiosną i latem pragniemy nowych emocji, rzucamy w kąt swoje miłości szukając nowych, nie dbając przy tym o konsekwencje, by pod koniec lata stwierdzić u licha co my zrobiliśmy na chuj nam to było! Albo to jakże legendarne kocham cię, przepraszam to był największy błąd mojego życia, żałuje… Tak, każdy z nas te śpiewki, ale albo pisaliśmy na związek, w którym obydwoje mamy ochotę sklejać rozbitą porcelanę, albo dbajmy tylko o to byśmy czegoś się nabawili. Przychodzi jesień, a wraz z nią większość ludzkości przechodzi przez to samo, być albo nie być o to jest pytanie, tylko że Shakespeare nie pytał o to czy być, albo nie być w związku, dzisiaj pewnie jako singiel po kilku odbitych przez kalkę związkach pytałby o to właśnie. Nie wiem, czytając moje słowa jesteście tymi co pragną nowych wrażeń, czy też tymi, którzy drżą z miłości i zastanawiają się, co u licha wyprawia ich miłość wpędzając Was w coraz to większe nerwy i kołatanie serca. Jeżeli jesteście tymi pierwszymi dobra rada, nie kochacie powiedzcie to wprost i spierdalajcie z życia tych, którzy oddaliby dla Was wszystko, nie róbcie krzywdy komuś kto na to nie zasługuje, bo nikt nie zasługuje na to by cierpieć za swoją miłość. Jeżeli należycie do tej drugiej grupy, zadajcie sobie pytanie, na co wam te nerwy? Co one Wam dają oprócz zastrzyków adrenaliny do serca? Co wam dają te nerwy i kolejne szanse, które dajecie, a i tak są one pierdolone za każdym kolejnym razem? Wy im serce na dłoni, a oni mają Was w dupie. W życiu czasami warto widzieć granice, po przekroczeniu, której powinniście zatopić się nie w kolejnym romansie by pokazać waszą wyższość, a po prostu egoizm, powinniście zadbać o siebie samych. Nikt was nie będzie kochał tak jak wy samych siebie, a jeżeli się nie kochacie, cóż droga przed Wami długa, ale uwierzcie mi to będzie drogą pełna sukcesów, gdy już odnajdziecie siebie. A ci którzy zjebali i dostarczali Wam tylu nerwów obiecuję, że jeszcze zawalczą o Was, jak nie po tym jak odnajdziecie samych siebie, to wtedy, gdy pokocha Was ktoś nowy, wtedy tylko zastanówcie się nad jednym i zróbcie to u samego początku kogo tak naprawdę kochacie? By nie stać się tym przez kogo cierpieliście.

Nie ma ludzi, którzy kochają samotność, można tak mówić, ale po to by ukrywać, że nie jest wcale okay będąc samemu. Nie ma ludzi, którzy lubią być zimą sami, nie jesteśmy pierdolonymi niedźwiedziami i nie zapadamy w zimowy sen, a żyjemy. Nie traćmy więc zimy na jebanie się po kątach, na walki między sobą o byle gówno. Doceniajmy to i co kogo mamy, bo wiecie, że drugi raz już nie zdarzy się taka sama historia, może trafimy na kolejnego psychopatę, ale czy pokochamy go tak samo, a może mocniej? Nie dajmy się zwariować, szanujmy siebie i nie pozwalajmy sobie na litry wylanych łez, może będzie nam bez nich lżej, ale co one zmienią? No właśnie nie za dużo. Cierpicie – odejdźcie. Widzicie nadzieję, postawcie sobie listę zadań, zrealizujcie ją, ale po jej zrealizowaniu, jeżeli to nic nie pomoże pogódźcie się porażką. Jeżeli w ciągu dwóch tygodni od wykonanych przez Was zadań nic się nie zmieni odpuście, bo wtedy to oznaczać będzie jedno wasza miłość nie była warta waszego zachodu, więc trzeba poczekać na tą jedyną i na co były Wam te nerwy? A jeżeli w ciągu tych dwóch tygodni pojawi się ktoś nowy? No cóż sami już sobie odpowiedzcie jaka jest wasza wartość… A oni kiedyś zrozumieją, ile stracili, bo kto dla nich zrobi tyle co zrobiliście, no i kto będzie tak chciał tracić nerwy?

2 komentarze “Na co mi te nerwy!?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *