Czas na rozstanie?

Kto z nas nie zna tej piosenki, Ta Ostatnia Niedziela? Chyba, każdy, ale czy każdy zdaje sobie sprawę z tego, że taka niedziela może i nadejść w jego związku? Myślę, że wielu myśli, że nie ma takich niedziel.  Każdy za to ma problem z odejściem z klasą, a jak znaleźć klasę, gdy kogoś naprawdę kochamy, albo kochaliśmy całym sobą? Nie mówicie, że potraficie, ja też tak myślałem, że przecież rozstanie to nasza porażka, czy to rozstanie spowodowane romansem (i mam tu na myśli rozstanie z kochanką, lub kochankiem, jak kto woli), czy też rozstanie z kimś bardzo bliskim naszemu sercu. Gdy tą osobę widzieliśmy w każdym oknie, liściu, gdy zamykaliśmy oczy idąc spać i marzyliśmy o niej budząc się, a teraz pragniemy już oddać jej, jej prywatne serduszko i odzyskać swoje, ale wciąż ją widzimy nawet patrząc na blat kuchenny… odejście jest naprawdę trudne, to czynność tak boląca, kłująca w serce, psująca nam humor, nawet, jeżeli ma ona nas wyzwolić z kajdan trwającego, toksycznego związku.

Nie ma przepisu idealnego na rozstanie, spakowanie walizek i ucieczka? Czy to coś da na dłuższą metę, a co zrobicie, jak przypadkiem spotkacie swoje dawne bambi? Uciekniecie? Czy jak ostatni frajer, albo ostatnia suka będziecie udawać, że nie widzieliście, przeoczycie, a później zmoczycie poduszkę łzami? Nie kurwa ty nie płaczesz… – weź przestań, to żałosne się do tego nie przyznawać. Ucieczka nic nie daje, a może by tak ostatni dzień wspólny dzień po podjęciu decyzji o rozstaniu, ostatnia wspólna noc. Kiedyś myślałem, że to musi być piękny scenariusz na rozstanie, bo przecież będziemy mieli same piękne wspomnienia z tą osobą. Tu nie trzeba nawet uprawiać seksu, który Was tak scalał w jedność, podczas którego nie darliście na siebie mordy, to był ten jedyny moment? Szampan, chipsy i Piękna i Bestia, później kilka łez, że zjebaliście, albo tak zwyczajny brak słów, brak sił, bo jakim cudem dopuściliście do tego, że czas się rozstać? I dzień zakończony lelaniem się na łyżeczkę, bo przecież wciąż się kochacie… ta noc poprzestawiam wam jeszcze bardziej w głowach gwarantuje Wam, a depresja zapuka wam do drzwi prędzej, czy później, bo w właśnie zdaliście sobie sprawę, że rozstajecie się tak naprawdę z miłości, by każde z Was mogło być szczęśliwe. Seans o poranku kończycie pocałunkiem, bez zbędnych zdań, tak jak by to nie miał być koniec… i co dalej? Poudajecie chwil kilka swoją niezależność, że nic się nie dzieje, pobiegacie po imprezach, wycałujecie pół miasta, lub wyjebiecie, jak kto woli…? By później przy pierwszej połówce zdać sobie sprawę z waszej niedokończonej sprawie (patrz miłości?)?

Chcecie się rozstać? To bądźcie pewni jednego, że nie kochacie już na pewno, inaczej będzie się to za Wami ciągnęło latami, a jak kochacie i się rozstajecie, to wiecie, co Was czeka? Nie? To ja Wam powiem… dziesięć lat później. U boku osoba, która już powoli pogardzasz, masz ochotę na romans, ale taki by tylko swoją nudę zaspokoić, za ścianą dziecko, do którego już nie masz nerwów i zastanawiasz się do chuja pana, kim jest jego ojciec, za jakie grzechy… a w twoim umyślę, wciąż to pytanie, co robi Twoja miłość, czy jest szczęśliwa, czy właśnie spierdoliła sobie życie jak ja? No i nie pojawi się tobie pytanie? A może to ja zjebałem, może to moja wina, bo nie potrafiłem naprawić, nie chciało mi się… bo przecież wina tak często nie leży po naszej stronie, wina leży po środku. Jak to mówi moja chyba przyjaciółka a chuja… – czyli nieprawda, wina też może być jednostronna. Pisałem o tym już, nie masz czasu, nie chce ci się stroić, wolisz pospać, nie chce ci się wyginać jak młoda łania w łóżku? Podczas, gdy Twoja druga połówka wciąż ma do Ciebie cierpliwość? Ty zjebałeś (lub zjebałaś by nie było, że tylko faceci są tak podli, tu jest tak samo), to czekaj tylko aż inna zajmie twoje miejsce, która doceni ten zawadiacki uśmiech i chęć ciągłego seksu… Kto pierwszy ten lepszy.

Jeżeli nie ma miłości, nie myśl długo. Usiądź jak człowiek, bądź tylko pewna, że tej miłości w Tobie nie ma, byś nie zmieniała zdania, albo mówiła chyba cię nie kocham, chcesz kogoś zabić to mu tak powiedz. Człowiek zniesie dużo, ale jeżeli kocha, to możesz go zniszczyć właśnie tak chorym tekstem, jak chyba cię nie kocham, albo nie kocham cię (nie będąc tego pewnym). Było wiele związków na tej ziemi, w których ludzie się zastanawiali, po co ze sobą są. Jeżeli to Ciebie się nie kocha, nie martw się, jak chcesz zrobić głupoty, ja cię od nich nie będę odwodzić, bo one tylko nas wzmacniają, bo kiedy przejrzysz w końcu na oczy i wiesz, co pojawi się prędzej, czy później osoba, która sama będzie chciała cię pokochać. Więc jak nie ma miłości, usiądź pogadaj i po prostu rozstańcie się, ale zostańcie przyjaciółmi w końcu coś was łączyło, jeżeli to nie była miłość, to zawsze może to być przyjaźń.

Jeżeli ty nie kochasz, a ta druga osoba kocha, wiesz, co zrób. Nie tłumacz po prostu zniknij. Nie rań więcej, przeciąganiem sprawy, to nic nie da. Daj stanąć jej na nogi, daj jej odczuć, że to ty jesteś frajerem, bo nie pokochałeś jej.

I to by było na tyle. No może oprócz jednego. Czytasz to i wciąż kochasz? Pamiętasz Niemoralną Propozycję?  Jeden z moich ulubionych filmów, trudno mi to przyznać, ale chciałem by Demi wybrała Redforda, ale powinna była zrobić tak jak zrobiła. W tym filmie padło takie fajne zdanie… Nie można ożywić przeszłości. Nie można wskrzesić umarłej miłości. To także reguły – i co z tego? Niech inni tworzą je, jak chcą, a my będziemy żyli, jak chcemy. Więc do cholery weźcie się w garść nie bądźcie frajerami i walczcie o miłość, bo druga taka może wam się nie zdarzyć, a żyć z kimś, w kim nie widzicie tego wszystkiego, co kochacie i nienawidzicie jednocześnie, przejebane…

Chcecie się rozstać, to skorzystajcie z rady Demi.

Gdy kogoś pokochasz, pozwól mu odejść. Jeżeli wróci – jest Twój, jeśli nie nigdy nie był.

 

15 komentarzy “Czas na rozstanie?”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *