ZACZNĘ CHYBA OD TEGO

Zacznę chyba od tego, że nie mam zamiaru mówić komuś, co należy robić, bo przecież sam niejednokrotnie robię źle, czasami nawet wszystko źle, a przy okazji popełniam miliony błędów, ale kto ich nie popełnia. Jesteśmy tylko ludźmi. Chce jednak by moje pierdolenie niejednokrotnie o niczym komuś kiedyś pomogło, bo już chyba sam dorosłem do tego, że warto uczyć się na błędach innych niż popełniać je samemu. Sam proces napisania tych kilku zdań trwał ponad trzy lata.

Na początku powstał folder Blog, datowany na kwiecień 2013, później do folderu dołączyły zdjęcia z laską, która była moją bardzo dobrą koleżanką i zapowiadała się na super modelkę ze świetlaną przyszłością, a dzisiaj jest w jakimś dziwnym związku z młodszym od siebie i wciąż jebiącym się z innymi piłkarzem, ale kto z nas nie jest lub nie był w dziwnych związkach i to należy dodać tutaj, bo o związkach też będzie. Swoją drogą na tych zdjęciach wyglądam jak skończony debil, obiecuje kiedyś je dodać, chyba nawet szybciej niż przyjdzie na to czas. Później w folderze pojawił się wpis nigdy nieopublikowany o przesycie PR’u w naszym życiu, o sztuczności otaczającej nas, i jakiś innych bzdetach, po tym pojawił się blog. Nigdy go nie uruchomiłem. Czemu? Z braku odwagi, a może z braku czasu? Chyba to pierwsze, ale jednak połączone też z tym drugim. Zawsze kochałem pisać, a jeszcze bardziej wielbiłem gadać, o wszystkim, z każdym, bo człowiek o ile jest ciekawy mnie pasjonuje, a kobiety? Tym bardziej, bo kobieta potrafi być jak książką, bez względu na wiek, bez względu na wygląd, ale ze względu na to, co ma w swojej niejednokrotnie chorej głowie. Od pewnego czasu, chyba nawet dość długiego lubiłem pomagać, doradzać innym, a nie potrafiłem sobie doradzić, kto jeszcze to zna z autopsji? Pewnie wielu z was. Jak niejednokrotnie też okazywało się moje pierdolenie bywało bardziej niż skuteczne, potrafiłem mądrze doradzić, wybawić z opresji, przytulić, pozwolić się wypłakać, pomóc zniszczyć życie oprawcy i jak najszczerzej wypowiedzieć swoje zdanie na dany temat, czy dotyczył on puszczania się mojej koleżanki, bo myślała, że to wielka miłość, czy też wzięcia kredytu na biznes lub walki z urzędami. Zawsze stawałem na głowie by jak najtrafniej pomóc. Ale czemu? Bo sprawiało mi to radość? Bo z wiekiem przestała bawić mnie ludzka krzywda? A może po prostu łechtały mnie zdania typu Boro kocham cię, ty to zawsze mi doradzisz… i tu znowu pojawi się to samo zdanie. Po prostu nie chciałem by ktoś cierpiał tak jak ja cierpiałem, by popełniał te same błędy.  Czemu też ci wszyscy ludzie przychodzili do mnie po pomoc? Myślę, że mam na pewno jedną zaletę, a mianowicie wyciągam zawsze wnioski z sytuacji, ludzi, ludzi i jeszcze raz ludzi. Jeżeli widzę w kimś fałsz, zawiść, kurestwo, lub inne nieprzychylne mi cechy, potrafię taką osobę odciąć od siebie w ciągu kilku sekund, pozbyć jej się ze swojego życia, czasem i się zemścić, jeżeli naprawdę bardzo mi się narazi i nie popełniać już więcej tych samych błędów. Zemsta jednak najczęściej odpada, po co tracić czas na niewarte nic osoby, lepiej unikać ich, odrzucać telefony i nie odpisywać na SMS-y. Dotychczas w tym wszystkim zdarzył mi się tylko jeden pieprzony wyjątek, który okazał się być oczywiście człowiekiem płci przeciwnej, ale nie o tym teraz i na to przyjdzie czas, raz na dwadzieścia lat i mi się może zdarzyć…

I tak trwało życie doradzałem, mówiłem, co myślę, słyszałem, że mam kurwa piękny umysł, od razu ostrzegam, że jak się wkręcę używam tego znamiennego słowa jak przecinka, niczym Linda w Psach, albo Tarantino w swoich scenariuszach. Nie chce cenzury, ponieważ otacza nas ona dosłownie wszędzie. Wybaczcie, ale też nie chce pisać dla kogoś, ale dla siebie, jednak chce pomóc, bo wiem, że to potrafię. I w tym akurat staję na wysokości zadania. Nie chce zdradzać swojej prywatności, bo nie kręci mnie ekshibicjonizm, chyba, że mamy na myśli seks w oknie wieżowca, ale to coś zgoła zupełnie innego. Mój ekshibicjonizm kończy się na moim Instagramie i Snapie, który i tak nic nie mówi o mnie prawdziwego, oprócz tego, że każdego dnia się zmieniam i dość często miewam głupawki plus mam do siebie taki dystans, że ludzie niejednokrotnie o mnie myślą, jak o debilu, ale czy to nie piękne śmiać się z samego siebie? Ja to kocham. Chce pisać, mówić do Was dokładnie to, co mam w danym momencie w głowie. Opowiadać, o smutkach, radościach, przemyśleniach. Sam nigdy nie czytałem blogów, wyjątek robiłem w ostatnim czasie dla Kobusa, ma gość zajebisty mózg i myśli tak podobnie jak ja w niektórych kwestiach. Dla mnie to przykład jak facet potrafi naprawdę mądrze pisać o wszystkim, mamy jednak inny styl, dlatego postanowiłem spróbować wzorując się na moim nowym guru, wzorując się tylko na prowadzeniu bloga i chyba szczerym mówieniu bez ogródek. Będzie o wszystkim, o czym lubię mówić, o życiu, związkach, alkoholu, zdrowym życiu, cierpieniu, biznesie, seksie i jeszcze raz związkach i seksie. Raz będzie mocno, innym razem dosadnie, a jak nie będę miał ochoty nic mówić, skomentuje to piosenką lub swoim kolejnym idiotycznym zdjęciem. Bo taki już jestem, co wewnątrz to i na, zewnątrz, bo emocji nie można w sobie kumulować.

Chce wam przedstawiać swój świat, swój światopogląd i to, co siedzi mi w najgłębszych zakamarkach mojej pojebanej duszy. Przeszedłem niedawno katharsis, nie boje się od zawsze mówić tego, co myślę, więc jest cień nadziei, że to może się udać. Jeżeli się uda będę miał kolejną wymówkę by otworzyć kolejną butelkę szampana, jeżeli nie będę ich musiał wypić jeszcze więcej…

Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

4 komentarze “ZACZNĘ CHYBA OD TEGO”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *